<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Dobry Aniolek</title>
	<atom:link href="http://dobry.aniolek.info/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://dobry.aniolek.info</link>
	<description>Kolejny blog oparty na WordPressie</description>
	<lastBuildDate>Tue, 02 Mar 2010 22:11:30 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>To szczupłe białe dziecko nie mogło być zwierzęciem</title>
		<link>http://dobry.aniolek.info/to-szczuple-biale-dziecko-nie-moglo-byc-zwierzeciem/</link>
		<comments>http://dobry.aniolek.info/to-szczuple-biale-dziecko-nie-moglo-byc-zwierzeciem/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:11:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[szczere slowa]]></category>
		<category><![CDATA[zakochani]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobry.aniolek.info/to-szczuple-biale-dziecko-nie-moglo-byc-zwierzeciem/</guid>
		<description><![CDATA[Nie patrz, nie patrz! &#8211; usłyszała głos kobiety, lecz Lori nie zamierzała odrywać wzroku od budzącego grozę tańca. Nie mogła też oddać stworzenia kobiecie, dopóki pazur zaciskał się na niej tak mocno, że każda próba oderwania go kończyła się krwawieniem.
To „nie patrz!&#8221; miało jednak swój sens. Teraz przyszła kolej na Lori, by podnieść głos w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie patrz, nie patrz! &#8211; usłyszała głos kobiety, lecz Lori nie zamierzała odrywać wzroku od budzącego grozę tańca. Nie mogła też oddać stworzenia kobiecie, dopóki pazur zaciskał się na niej tak mocno, że każda próba oderwania go kończyła się krwawieniem.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">To „nie patrz!&#8221; miało jednak swój sens. Teraz przyszła kolej na Lori, by podnieść głos w panice, gdy zorientowała się, że to, co się dzieje w jej ramionach, zaprzecza zdrowemu rozsądkowi.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Jezu Chryste!</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Zwierzę zmieniało się w oczach. W spazmach, zrzucając skórę, przestawało być bestią: nie organizo­wało na nowo swojej anatomii, lecz stopiło całe swoje „ja&#8221; do kości, aż to co było ciałem stałym zmieniło się w miazgę. Oto i źródło gorzko-słodkiego zapachu, który poczuła pod drzewem: materia rozpuszczonej be­stii.<span id="more-13"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">W chwili, gdy przestała istnieć spójność, miazga mogła wysunąć się z jej objęć, ale istota bytu (może wola, może dusza) powstrzymywała ją, dopóki nie zajdzie proces przemiany. Ostatnią częścią bestii, która przeszła stopienie, był pazur, a jego dezintegracja dostarczyła ciału Lori prawdziwej przyjemności. Nie odwróciło to jej uwagi od faktu, że była wolna. Przerażona, nie zdążyła pozbyć się tego, co trzymała w swoich objęciach, a tylko przechyliła tę miazgę w stronę wyciągniętych rąk żałob­nicy, niczym ekskrementy.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Jezu &#8211; powiedziała cofając się. &#8211; Jezu, Jezu.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Na twarzy kobiety nie malowała się jednak zgro­za &#8211; tylko radość. Łzy powitania spłynęły po jej bladych policzkach i wpadły do tygla, który trzymała. Lori spojrzała za siebie w słońce. Po mroku wnętrza &#8211; oślepiało. Natychmiast straciła orientację i zamknęła oczy, aby zapomnieć o grobie, i o świetle.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Szlochanie znów kazało jej otworzyć oczy. Tym razem szlochała nie kobieta, lecz dziecko, dziewczynka cztero- czy pięcioletnia, leżąca nago w miejscu, gdzie znajdowała się miazga transformacji.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Babette &#8211; odezwała się kobieta.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">To niemożliwe &#8211; podpowiadał rozum. To szczupłe białe dziecko nie mogło być zwierzęciem, które ocaliła pod drzewem. Zręczność prestidigatora, albo złudzenie idioty &#8211; tak próbowała mamić samą siebie; to wszystko niemożliwe.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Ona lubi się bawić na zewnątrz &#8211; mówiła kobieta, przenosząc wzrok z dziecka na Lori. &#8211; A ja jej powtarzam: nigdy, nigdy w słońcu. Nigdy nie baw się w słońcu. Ale to jeszcze dziecko. Nie rozumie.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobry.aniolek.info/to-szczuple-biale-dziecko-nie-moglo-byc-zwierzeciem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Chociaż ciężar tego ciała spra­wiał jej ból to chciała już to mieć za sobą</title>
		<link>http://dobry.aniolek.info/chociaz-ciezar-tego-ciala-spra%c2%adwial-jej-bol-to-chciala-juz-to-miec-za-soba/</link>
		<comments>http://dobry.aniolek.info/chociaz-ciezar-tego-ciala-spra%c2%adwial-jej-bol-to-chciala-juz-to-miec-za-soba/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:10:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[darmowe mp3]]></category>
		<category><![CDATA[wlepki nasza klasa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobry.aniolek.info/?p=11</guid>
		<description><![CDATA[Lori nie czuła wcale strachu. To tamta kobieta drżała, gdy pielęgnowała swoje poparzone słońcem ręce. Jej spojrzenie wędrowało od zdumionej twarzy Lori do zwierzęcia.
- Obawiam się, że nie żyje &#8211; odezwała się Lori, nie wiedząc, jaka choroba dotknęła tę kobietę, lecz rozumiejąc jej żal, płynący ze zbyt świeżych doświad­czeń.
- Nie:- spokojnie zaprzeczyła kobieta. &#8211; Ona [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Lori nie czuła wcale strachu. To tamta kobieta</span></span></span><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"> </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">drżała, gdy pielęgnowała swoje poparzone słońcem ręce. Jej spojrzenie wędrowało od zdumionej twarzy Lori do zwierzęcia.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Obawiam się, że nie żyje &#8211; odezwała się Lori, nie wiedząc, jaka choroba dotknęła tę kobietę, lecz rozumiejąc jej żal, płynący ze zbyt świeżych doświad­czeń.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie</span></span></span><span style="color: #000000;"><sup><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">:</span></span></sup></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"><em>- </em></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">spokojnie zaprzeczyła kobieta. &#8211; Ona nie może umrzeć.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">To brzmiało jak oświadczenie, nie błaganie, lecz spokój kształtu spoczywającego w ramionach Lori kazał nie wierzyć w pewność kobiety. Jeśli stworzenie jeszcze nie umarło, nie było już dla niego ratunku.<span id="more-11"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Dasz mi ją? &#8211; spytała kobieta.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Lori zawahała się. Chociaż ciężar tego ciała spra­wiał jej ból i chciała już to mieć za sobą, wolała nie wchodzić do krypty.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Proszę &#8211; powiedziała kobieta, wyciągając pora­nione ręce.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Lori ustąpiła, opuściła bezpieczne miejsce przy drzwiach i nasłonecznione patio za sobą. Postąpiła dwa, trzy kroki, gdy usłyszała odgłosy szeptów. Mogły one dobiegać tylko z jednego miejsca &#8211; ze schodów. Przy­stanęła, odezwały się w niej lęki z dzieciństwa. Strach przed grobami; strach przed schodami prowadzącymi w dół; strach przed Podziemnym Światem.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Tam nikogo nie ma &#8211; mówiła kobieta z twarzą ściągniętą bólem. &#8211; Proszę, daj mi Babette.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Aby udobruchać Lori, odeszła krok ód schodów, przemawiając półgłosem do zwierzęcia zwanego przez nią Babette. Albo te słowa, albo bliskość kobiety, czy też chłodna ciemność krypty spowodowały reakcję stworze­nia: drżenie przebiegło przez jego grzbiet jak wyładowa­nie elektryczne, tak silne, że Lori niemal wypuściła zwierzę z rąk. Kobieta mamrotała coraz głośniej, jak gdyby łajała umierającą istotę; jej niepokój wzrastał. Nastąpił impas. Lori nie chciała przybliżyć się bardziej do wejścia do krypty, a kobieta &#8211; do drzwi zewnętrznych, a podczas tych sekund zastoju w zwierzę wstąpiło nowe życie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Jeden z jego pazurów zahaczył pierś Lori, gdy zaczęło wić się w jej objęciach.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Reprymenda przeszła w krzyk:</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Babette!</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Ale jeśli nawet stworzenie słyszało, nie zważało na to. Ruszało się coraz gwałtowniej jakby w parkosyzmach. W pewnej chwili zadrżało jak torturowane, w na­stępnej poruszało się jak wąż zrzucający skórę.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobry.aniolek.info/chociaz-ciezar-tego-ciala-spra%c2%adwial-jej-bol-to-chciala-juz-to-miec-za-soba/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>To pomiesz­czenie było zaledwie przedpokojem</title>
		<link>http://dobry.aniolek.info/to-pomiesz%c2%adczenie-bylo-zaledwie-przedpokojem/</link>
		<comments>http://dobry.aniolek.info/to-pomiesz%c2%adczenie-bylo-zaledwie-przedpokojem/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:09:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[ja i ty]]></category>
		<category><![CDATA[wiosna lub poczatek lata]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobry.aniolek.info/to-pomiesz%c2%adczenie-bylo-zaledwie-przedpokojem/</guid>
		<description><![CDATA[Nie pojmowała sensu wydarzeń. Umierające zwie­rzę, męczone przez światło; szlochająca kobieta &#8211; z pew­nością kobieta &#8211; w drzwiach, ubrana jak żałobnica. Jak to wszystko skojarzyć?
- Kim pani jest?! &#8211; zawołała.
Żałobnica jak gdyby cofnęła się w cień, gdy ją zagadnięto, potem pożałowała tego ruchu i znów zbliżyła się do otwartych drzwi, z takim jednak wahaniem, że [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie pojmowała sensu wydarzeń. Umierające zwie­rzę, męczone przez światło; szlochająca kobieta &#8211; z pew­nością kobieta &#8211; w drzwiach, ubrana jak żałobnica. Jak to wszystko skojarzyć?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Kim pani jest?! &#8211; zawołała.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Żałobnica jak gdyby cofnęła się w cień, gdy ją zagadnięto, potem pożałowała tego ruchu i znów zbliżyła się do otwartych drzwi, z takim jednak wahaniem, że jasny stawał się związek między zwierzęciem i kobietą.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Ona też boi się słońca &#8211; pomyślała Lori. Należeli do</span></span></span><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"> </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">siebie, zwierzę i żałobnica, kobieta szlochająca za stwo­rzeniem, które Lori trzymała na rękach.<span id="more-10"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Spojrzała na chodnik rozciągający się od miejsca, gdzie stała &#8211; do mauzoleum. Czy zdołałaby dotrzeć do grobu, nie wychodząc na słońce i nie przyspieszając tym samym zgonu zwierzęcia? Może i tak, przy zachowaniu ostrożności. Planując sobie trasę, zaczęła posuwać się do mauzoleum, używając plam cienia jako miejsc postoju. Nie spoglądała na drzwi, całą uwagę skupiając na chro­nieniu zwierzęcia przed światłem, a jednak czuła obec­ność żałobnicy i jej chęć, by szła dalej. Raz kobieta odezwała się &#8211; nie słowami, lecz jakimś cichym dźwię­kiem, tak jak ucisza się dziecko w kołysce, skierowanym nie do Lori, lecz do umierającego zwierzęcia.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Znalazłszy się o trzy czy cztery jardy od drzwi mauzoleum, Lori ośmieliła się podnieść wzrok. Kobieta w drzwiach nie mogła dłużej zachować cierpliwości. Wychyliła się ze swego schronienia, a szata jej zsunęła się na plecy, odsłaniając ramiona i wystawiając ciało na słońce. Biała skóra-jak lód, jak papier &#8211; ale tylko przez chwilę. Gdy palce wyciągnęły się, by uwolnić Lori od jej ciężaru, pociemniały i spuchły, jak gdyby nagle zostały stłuczone. Żałobnicy wydała okrzyk bólu i niemal wpad­ła z powrotem do grobu, gdy cofnęła ramiona, lecz skóra popękała i smugi ciała, żółtawe jak pyłek kwiatowy, wybuchły jej z palców i spadły w promieniach słońca na patio.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">W sekundę później Lori znalazła się przy drzwiach, a potem za nimi, w bezpiecznej ciemności. To pomiesz­czenie było zaledwie przedpokojem. Dwoje drzwi prowa­dziło dalej: jedne do swego rodzaju kaplicy, drugie pod ziemię. Kobieta w żałobie stała przy tych drugich drzwiach, otwartych, jak najdalej od porażającego świat­ła. W pośpiechu zgubiła woalkę. Twarz pod spodem miała pięknie ukształtowane kości, tak szczupłe, że grożące uszkodzeniem, co podkreślało jeszcze wyraz jej oczu, odbijające, nawet w najmroczniejszym kącie po­mieszczenia, trochę światła zza otwartych drzwi, tak że wydawały się niemal świecić.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobry.aniolek.info/to-pomiesz%c2%adczenie-bylo-zaledwie-przedpokojem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Coś jak westchnienie dobiegło jej uszu</title>
		<link>http://dobry.aniolek.info/cos-jak-westchnienie-dobieglo-jej-uszu/</link>
		<comments>http://dobry.aniolek.info/cos-jak-westchnienie-dobieglo-jej-uszu/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:08:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[szczere slowa]]></category>
		<category><![CDATA[szepcze wierszem]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobry.aniolek.info/cos-jak-westchnienie-dobieglo-jej-uszu/</guid>
		<description><![CDATA[Znów weszła w cień. Z tej odległości wydawało się, że dyszenie całkowicie ustało. Może stworzenie bało się jej i &#8211; poczytując zbliżenie się jako agresję &#8211; przy­gotowało się do ostatecznej obrony? Zapewniając sobie odwrót przed pazurami i zębami, rozsunęła gałązki i zerknęła przez plątaninę konarów. Pierwsze wrażenie nie dotyczyło wzroku czy słuchu, lecz powonienia: gorzko-słodka [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Znów weszła w cień. Z tej odległości wydawało się, że dyszenie całkowicie ustało. Może stworzenie bało się jej i &#8211; poczytując zbliżenie się jako agresję &#8211; przy­gotowało się do ostatecznej obrony? Zapewniając sobie odwrót przed pazurami i zębami, rozsunęła gałązki i zerknęła </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">przez </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">plątaninę konarów. Pierwsze wrażenie nie dotyczyło wzroku czy słuchu, lecz powonienia: gorzko-słodka woń, nawet przyjemna, której źródłem było stojące z boku blade stworzenie, teraz wyłaniające się z mroku i wpatrujące w jej szeroko otwarte oczy. Młode zwierzę, jak przypuszczała, ale gatunku nie była w stanie określić. Może jakiś dziki kot, ale futerko zwierzęcia przypominało bardziej jelenia. Patrzyło na nią ostrożnie, a szyja z trudem dźwigała ciężar delikatnie zarysowanej głowy. Nawet gdy odwzajemniła mu spojrzenie, wyda­wało się całkowicie zrezygnowane. Zamknęło oczy i opu­ściło głowę na ziemię.<span id="more-9"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Sprężystość gałęzi utrudniała dalsze podejście. Za­miast usiłować je odgiąć, zaczęła je łamać, aby dostać się do umierającego stworzenia. Drzewo zachowywało się jak żywe, walczyło. W połowie drogi przez gąszcz jakaś szczególnie oporna gałąź uderzyła ją w twarz z taką siłą, że krzyknęła z bólu. Przyłożyła dłoń do policzka.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Skóra aż do prawego kącika ust została rozcięta. Ociera­jąc krew, zaatakowała gałąź z jeszcze większym wigo­rem, docierając wreszcie na wyciągnięcie ręki do zwie­rzęcia. Niemal nie reagowało na dotyk; oczy zatrzepotały przez chwilę, gdy pogładziła mu bok, a potem znów się zamknęły. Nie mogła dostrzec żadnej rany, ale ciało pod jej dłońmi było rozpalone i dygotało.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Gdy zmagała się, by je podnieść, zwierzę zaczęło oddawać mocz, posiusiało jej ręce i bluzkę, ale nie przejmowała się tym, trzymając ciężar. Poza spazmami przebiegającymi system nerwowy zwierzęcia, w mięś­niach nie zostało ani krzty siły. Kończyny zwisały bez­władnie, głowa tak samo. Tylko zapach, który poznała na początku, zachował jeszcze jakąś moc, nawet jakby większą, w miarę zbliżania się końca.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Coś jak westchnienie dobiegło jej uszu. Zamarła.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Znów ten dźwięk. Wyszła z cienia wiecznie zie­lonego listowia, niosąc umierające zwierzę. Gdy świat­ło słoneczne padło na stworzenie, zareagowało tak gwałtownie, że całkowicie zadało kłam swojej sła­bości, machając szaleńczo kończynami. Wróciła do cienia, przy czym to raczej instynkt niż rozumowa analiza podpowiedział jej, że to promienie słoneczne wywołały tę reakcję. Dopiero wtedy spojrzała w kie­runku, skąd dobiegał szloch. Drzwi jednego z mauzo­leów położonych dalej przy tej alejce &#8211; masywnej budowli z popękanego marmuru &#8211; stały uchylone, a w słupie ciemności za nimi mogła niewyraźnie do­strzec ludzką postać. Niewyraźnie, bo była ubrana na czarno i chyba w woalce.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobry.aniolek.info/cos-jak-westchnienie-dobieglo-jej-uszu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Stała tak w żarze słońca przez minutę lub odrobinę dłużej</title>
		<link>http://dobry.aniolek.info/stala-tak-w-zarze-slonca-przez-minute-lub-odrobine-dluzej/</link>
		<comments>http://dobry.aniolek.info/stala-tak-w-zarze-slonca-przez-minute-lub-odrobine-dluzej/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:07:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[wlepki nasza klasa]]></category>
		<category><![CDATA[zakochani]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobry.aniolek.info/stala-tak-w-zarze-slonca-przez-minute-lub-odrobine-dluzej/</guid>
		<description><![CDATA[To miejsce położone z dala od siedzib ludzkich, samo stanowiło dla siebie prawa, więc nie znalazł się nikt, kogo mogłoby to wszystko obchodzić, czy mógłby wyrazić potępienie.
Wracając od tylnego muru, nie widziała, gdzie mogłaby się znajdować brama wejściowa, nie pamiętała też, która z alejek tam prowadziła. Nieważne. Czuła się bezpieczna w pustce tego miejsca i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">To miejsce położone z dala od siedzib ludzkich, samo stanowiło dla siebie prawa, więc nie znalazł się nikt, kogo mogłoby to wszystko obchodzić, czy mógłby wyrazić potępienie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Wracając od tylnego muru, nie widziała, gdzie mogłaby się znajdować brama wejściowa, nie pamiętała też, która z alejek tam prowadziła. Nieważne. Czuła się bezpieczna w pustce tego miejsca i tyle miała do obej­rzenia: grobowce, których architektura górowała, nad innymi, domagały się podziwu. Zaplanowała trasę obej­mującą pół tuzina najbardziej okazałych i leniwie ruszyła w drogę powrotną. Z każdą chwilą słońce, pnące się ku południu, świeciło coraz mocniej. Chociaż kroczyła wol­no, spływała potem, a gardło jej wysychało. Trzeba będzie przejechać spory kawał, zanim znajdzie miejsce, gdzie ugasi pragnienie. Z wysuszonym gardłem, czy nie &#8211; nie spieszyła się jednak. Wiedziała, że nigdy już tu nie wróci. Zamierzała utrwalić swoje wspom­nienia.<span id="more-8"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Po drodze widziała kilka grobów dosłownie opano­wanych przez młode drzewka zasadzone w pobliżu. Przeważały drzewka wiecznie zielone, przypominające o życiu wiecznym, bujnie rosnące w zaciszu murów, kar­mione obficie przez żyzną glebę. W paru przypadkach rozrastające się korzenie rozsadziły nagrobki, w pobliżu których zasadzono drzewka, aby dawały cień i schronienie. Owo połączenie zieleni i ruin szczególnie ją poruszało. Przystanęła nagle, kiedy idealna cisza została zmącona.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Ktoś (lub coś) ukryty w listowiu dyszał. Cofnęła się odruchowo poza cień drzewa i wyszła na słońce. Szok -</span></span></span><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"> </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">serce zabiło jej gwałtownie, że aż zagłuszyło dźwięk, który przed chwilą ją zaintrygował. Musiała poczekać przez moment i bacznie się wsłuchiwać, aby nabrać pewności, że nic sobie nie wyobraziła. Coś kryło się pod gałęziami drzewa, którego ciężkie listowie przyginało je prawie do ziemi. Dźwięk, badany teraz uważnie, nie był wydawany przez człowieka, ani istotę zdrową. Chrapliwość sugerowała, że należy do zdychającego zwie­rzęcia.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Stała tak w żarze słońca przez minutę lub odrobinę dłużej, po prostu gapiąc się na gąszcz listowia i cień, &#8211; usiłując dostrzec to stworzenie. Czasem poruszało się: ciało daremnie próbujące się podnieść, desperacko skro­biące ziemię, żeby wstać. Ta bezradność wzruszyła ją. Jeśli nie zrobi czegoś &#8211; zwierzę z pewnością zginie. Świadomość, że ktoś słyszał agonię zwierzęcia i prze­szedł obok obojętnie, popchnęła ją do działania.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobry.aniolek.info/stala-tak-w-zarze-slonca-przez-minute-lub-odrobine-dluzej/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ale czy cokolwiek tutaj powinno ją dziwić?</title>
		<link>http://dobry.aniolek.info/ale-czy-cokolwiek-tutaj-powinno-ja-dziwic/</link>
		<comments>http://dobry.aniolek.info/ale-czy-cokolwiek-tutaj-powinno-ja-dziwic/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:07:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[ja i ty]]></category>
		<category><![CDATA[szepcze wierszem]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobry.aniolek.info/ale-czy-cokolwiek-tutaj-powinno-ja-dziwic/</guid>
		<description><![CDATA[Nad Midian rozciągało się niebo bez chmur, a po­wietrze wydawało się jakby podminowane. Cały nie­pokój, jaki czuła podczas pierwszej wizyty zniknął. Chociaż było to wciąż miasto, gdzie umarł Boone, nie mogła go za to nienawidzić. Wręcz przeciwnie &#8211; ona i miasto sprzymierzyli się, oboje naznaczeni odejściem Boone’a.
Nie przybyła tu jednak z wizytą do miasta jako [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nad Midian rozciągało się niebo bez chmur, a po­wietrze wydawało się jakby podminowane. Cały nie­pokój, jaki czuła podczas pierwszej wizyty zniknął. Chociaż było to wciąż miasto, gdzie umarł Boone, nie mogła go za to nienawidzić. Wręcz przeciwnie &#8211; ona i miasto sprzymierzyli się, oboje naznaczeni odejściem Boone’a.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie przybyła tu jednak z wizytą do miasta jako takiego, lecz na cmentarz &#8211; i nie zawiodła się. Słońce migało na mauzoleach, ostre cienie podkreślały kunszt rzemieślników. Nawet zieleń trawy, wyrosłej między grobami, wydawała się soczystsza niż wczoraj. W żadnej z kwater nie wiał wiatr, nie czuła oddechu sztormów ze snu, unoszących umarłych. W obrębie wysokich murów panowała niezwykła cisza, jak gdyby świat zewnętrzny w ogóle nie istniał. Oto &#8216;i miejsce poświęcone umar­łym, którzy nie odeszli po prostu z życia, lecz stano­wili odrębny gatunek, rządzący się swoimi obrządkami i modlący się w sobie tylko właściwy sposób. Ze wszyst­kich stron otaczały ją takie znaki: epitafia po angielsku, francusku, polsku i rosyjsku; obrazy zawoalowanych kobiet i rozbitych urn świętych, których sensu męczeń­stwa mogła się tylko domyślać; kamienne psy śpiące przy grobach swoich panów &#8211; cała symbolika towarzysząca owym ludziom. <span id="more-7"></span>Im bardziej się w to zagłębiała, tym wyraźniej pojmowała, że zadaje sobie pytanie, trapiące ją od wczoraj: czemu ten cmentarz jest taki wielki? I dlacze­go &#8211; co stawało się coraz bardziej widoczne w miarę jak badała nagrobki &#8211; spoczywało tu tyle narodowości? Myślała o swoim śnie; o wietrze, który przyleciał ze wszystkich zakątków ziemi. Jak gdyby było w tym coś proroczego. Ta myśl nie zmartwiła jej. Jeśli tak toczy się świat, przy udziale omenów i proroctw, musi istnieć jakiś system jego uporządkowania, którego dotychczas nie</span></span></span><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"> </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">znała. Miłość zawiodła, może ten nowy system nie zawiedzie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Godzinę trwało, zanim przewędrowała spokojnymi alejkami do tylnego muru cmentarza i znalazła tam rząd grobów, w których pochowano zwierzęta: koty pogrze­bane obok ptaków, psy obok kotów &#8211; wszyscy pogodze­ni, jakby z jednej byli gliny. Osobliwy widok. Chociaż wiedziała o cmentarzach zwierząt, nigdy nie słyszała, aby udomowione zwierzęta chowano w tej samej po­święconej ziemi, co ich właścicieli. Ale czy cokolwiek tutaj powinno ją dziwić?</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobry.aniolek.info/ale-czy-cokolwiek-tutaj-powinno-ja-dziwic/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>nie nalegaj, żebym pojechała z tobą</title>
		<link>http://dobry.aniolek.info/nie-nalegaj-zebym-pojechala-z-toba/</link>
		<comments>http://dobry.aniolek.info/nie-nalegaj-zebym-pojechala-z-toba/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:06:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[wiosna lub poczatek lata]]></category>
		<category><![CDATA[zakochani]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobry.aniolek.info/nie-nalegaj-zebym-pojechala-z-toba/</guid>
		<description><![CDATA[Sheryl promieniała, wyraźnie chciała podzielić się wieściami.
- Poznałaś kogoś? &#8211; zgadła Lori. Sheryl wyszczerzyła zęby.
- Kto by pomyślał? &#8211; powiedziała. &#8211; Matka mogła rzeczywiście mieć rację.
- Aż tak dobrze?
- Dobrze.
- Opowiedz o wszystkim!
- Nie ma wiele do opowiadania. Po prostu znalaz­łam jakiś bar i spotkałam tam świetnego faceta. Kto by pomyślał? &#8211; powtórzyła. &#8211; W [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Sheryl promieniała, wyraźnie chciała podzielić się wieściami.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Poznałaś kogoś? &#8211; zgadła Lori. Sheryl wyszczerzyła zęby.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Kto by pomyślał? &#8211; powiedziała. &#8211; Matka mogła rzeczywiście mieć rację.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Aż tak dobrze?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Dobrze.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Opowiedz o wszystkim!<span id="more-6"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie ma wiele do opowiadania. Po prostu znalaz­łam jakiś bar i spotkałam tam świetnego faceta. Kto by pomyślał? &#8211; powtórzyła. &#8211; W środku cholernej prerii. Miłość mnie szukała.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie panowała nad swoim podnieceniem; z trudem hamowała entuzjazm, gdy zdawała Lori pełną relację ze swego nocnego romansu. Mężczyzna nazywał się Curtis; bankier, urodzony w Vancouver, rozwiedziony, ostatnio przeprowadził się do Edmonton. Idealnie się uzupełniali, jak twierdziła: jako znaki zodiaku, pod względem upodo­bań kulinarnych i alkoholowych, doświadczeń rodzin­nych. A co najważniejsze, chociaż rozmawiali przez kilka godzin, ani razu nie namawiał jej do rozebrania się. Był dżentelmenem: układny, inteligentny, tęskniący za ży­ciem kulturalnym Zachodniego Wybrzeża -, gdzie, jak dał do zrozumienia, powróciłby, gdyby znalazł odpo­wiednie towarzystwo. Może jej towarzystwo.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Mam się z nim znów spotkać jutro wieczorem &#8211; powiedziała Sheryl. &#8211; Może nawet zostanę tu kilka tygodni, jeśli sprawy dobrze się ułożą.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Na pewno &#8211; odparła Lori. &#8211; Zasłużyłaś, żeby ci się powiodło.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Wracasz jutro do Calgary? &#8211; spytała Sheryl.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Tak &#8211; chciał odpowiedzieć jej umysł. Ale sen był od niej szybszy l odpowiedział inaczej.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Myślę, że najpierw wrócę do Midian &#8211; odezwała się. &#8211; Chcę jeszcze raz zobaczyć to miejsce. Twarz Sheryl posmutniała.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Proszę, nie nalegaj, żebym pojechała z tobą. Nie zdobędę się na drugą taką wizytę.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie ma problemu &#8211; odrzekła Lori. &#8211; Z radością pojadę sama.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobry.aniolek.info/nie-nalegaj-zebym-pojechala-z-toba/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Spróbowała po raz trzeci i gwałtowność wiatru zmieniła się</title>
		<link>http://dobry.aniolek.info/sprobowala-po-raz-trzeci-i-gwaltownosc-wiatru-zmienila-sie/</link>
		<comments>http://dobry.aniolek.info/sprobowala-po-raz-trzeci-i-gwaltownosc-wiatru-zmienila-sie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 22:05:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[darmowe mp3]]></category>
		<category><![CDATA[szczere slowa]]></category>
		<category><![CDATA[wlepki nasza klasa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://dobry.aniolek.info/?p=3</guid>
		<description><![CDATA[Wiedziała, że nie znajduje się daleko, ale wiatr stawał się silniejszy, miotał nią na wszystkie strony, skowyczał wokół głowy.
- Boone? &#8211; odezwała się znów. &#8211; Chcę Boone’a. Przyprowadźcie go do mnie.
Wiatr usłuchał. Zaskowyczał głośniej.
Jeszcze ktoś był w pobliżu, przeszkadzając w usły­szeniu odpowiedzi.
- On nie żyje, Lori &#8211; powiedział jakiś głos.
Próbowała zignorować idiotyczny głos i skupić [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Wiedziała, że nie znajduje się daleko, ale wiatr stawał się silniejszy, miotał nią na wszystkie strony, skowyczał wokół głowy.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Boone? &#8211; odezwała się znów. &#8211; Chcę Boone’a. Przyprowadźcie go do mnie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Wiatr usłuchał. Zaskowyczał głośniej.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Jeszcze ktoś był w pobliżu, przeszkadzając w usły­szeniu odpowiedzi.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- On nie żyje, Lori &#8211; powiedział jakiś głos.<span id="more-3"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Próbowała zignorować idiotyczny głos i skupić się na zrozumieniu wiatru. Wypadła jednak z rozmowy i musiała zaczynać od nowa.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Pragnę Boone’a &#8211; stwierdziła. &#8211; Przyprowadź­cie go&#8230;</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie!</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Znów ten przeklęty głos.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Spróbowała po raz trzeci i gwałtowność wiatru zmieniła się W inną gwałtowność. Potrząsano nią.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Lori! Obudź się!</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Przywarła do snu, do snu o wietrze. Mógłby jej powiedzieć to, czego potrzebowała, gdyby jeszcze chwilę odparła atak świadomości.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Boone! &#8211; zawołała znów, lecz wiatr odchodził i zabierał ze sobą umarłych. Swędziło ją, gdy wychodzili z jej żył i zmysłów. Jeśli znali jakąś tajemnicę, zabierali ją teraz ze sobą. Nie była w stanie ich powstrzymać.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Lori.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Odeszli już, wszyscy odeszli. Uniesieni przez sztorm.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie miała wyboru; otworzyła oczy wiedząc, że ujrzy Sheryl, z krwi i kości, siedzącą w nogach łóżka i uśmiech­niętą.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Koszmary? &#8211; spytała.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie. Niezupełnie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Wołałaś jego imię.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Wiem.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Powinnaś pójść ze mną &#8211; stwierdziła Sheryl.- Wyrzuć go ze swojej duszy.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://dobry.aniolek.info/sprobowala-po-raz-trzeci-i-gwaltownosc-wiatru-zmienila-sie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
