RSS
 

Coś jak westchnienie dobiegło jej uszu

02 mar

Znów weszła w cień. Z tej odległości wydawało się, że dyszenie całkowicie ustało. Może stworzenie bało się jej i – poczytując zbliżenie się jako agresję – przy­gotowało się do ostatecznej obrony? Zapewniając sobie odwrót przed pazurami i zębami, rozsunęła gałązki i zerknęła przez plątaninę konarów. Pierwsze wrażenie nie dotyczyło wzroku czy słuchu, lecz powonienia: gorzko-słodka woń, nawet przyjemna, której źródłem było stojące z boku blade stworzenie, teraz wyłaniające się z mroku i wpatrujące w jej szeroko otwarte oczy. Młode zwierzę, jak przypuszczała, ale gatunku nie była w stanie określić. Może jakiś dziki kot, ale futerko zwierzęcia przypominało bardziej jelenia. Patrzyło na nią ostrożnie, a szyja z trudem dźwigała ciężar delikatnie zarysowanej głowy. Nawet gdy odwzajemniła mu spojrzenie, wyda­wało się całkowicie zrezygnowane. Zamknęło oczy i opu­ściło głowę na ziemię.

Sprężystość gałęzi utrudniała dalsze podejście. Za­miast usiłować je odgiąć, zaczęła je łamać, aby dostać się do umierającego stworzenia. Drzewo zachowywało się jak żywe, walczyło. W połowie drogi przez gąszcz jakaś szczególnie oporna gałąź uderzyła ją w twarz z taką siłą, że krzyknęła z bólu. Przyłożyła dłoń do policzka.

Skóra aż do prawego kącika ust została rozcięta. Ociera­jąc krew, zaatakowała gałąź z jeszcze większym wigo­rem, docierając wreszcie na wyciągnięcie ręki do zwie­rzęcia. Niemal nie reagowało na dotyk; oczy zatrzepotały przez chwilę, gdy pogładziła mu bok, a potem znów się zamknęły. Nie mogła dostrzec żadnej rany, ale ciało pod jej dłońmi było rozpalone i dygotało.

Gdy zmagała się, by je podnieść, zwierzę zaczęło oddawać mocz, posiusiało jej ręce i bluzkę, ale nie przejmowała się tym, trzymając ciężar. Poza spazmami przebiegającymi system nerwowy zwierzęcia, w mięś­niach nie zostało ani krzty siły. Kończyny zwisały bez­władnie, głowa tak samo. Tylko zapach, który poznała na początku, zachował jeszcze jakąś moc, nawet jakby większą, w miarę zbliżania się końca.

Coś jak westchnienie dobiegło jej uszu. Zamarła.

Znów ten dźwięk. Wyszła z cienia wiecznie zie­lonego listowia, niosąc umierające zwierzę. Gdy świat­ło słoneczne padło na stworzenie, zareagowało tak gwałtownie, że całkowicie zadało kłam swojej sła­bości, machając szaleńczo kończynami. Wróciła do cienia, przy czym to raczej instynkt niż rozumowa analiza podpowiedział jej, że to promienie słoneczne wywołały tę reakcję. Dopiero wtedy spojrzała w kie­runku, skąd dobiegał szloch. Drzwi jednego z mauzo­leów położonych dalej przy tej alejce – masywnej budowli z popękanego marmuru – stały uchylone, a w słupie ciemności za nimi mogła niewyraźnie do­strzec ludzką postać. Niewyraźnie, bo była ubrana na czarno i chyba w woalce.

 

Leave a Reply

 
 
 
Katalog stron internetowych Forum Opola Polish Punishers Forum Więc proszę to zrobić. Wszelką wodę, którą znajdziemy. Proszę pobłogosławić. Pokropić nią ludzi. Może to w czymś pomoże, skoro kule nie skutkują. A pan, Decker, niech się trzyma z dala od tej pieprzonej im­prezy. rowery miejskie darmowy katalog stron Katalog stron To teraz sprawa policji.Po wydaniu rozkazów, Eigerman ruszył w stronę wrót cmentarza. Idąc przez unoszący się kurz pojął nagle, co Pettine rozumiał przez kopiec termitów. zapiekanka ziemniaczana Forum młodzieżowe Pod ziemią coś się działo. Wydawało mu się nawet, że słyszy głosy, przemawiające do umysłu myślami o przedwczes­nym pogrzebie. Widział już kiedyś coś takiego, czy raczej skutki takiego faktu. Pracował łopatą przy ekshumacji kobiety, której krzyk dobiegał spod ziemi. Miała ku temu powód: urodziła dziecko i zmarła w trumnie. Niedoroz­winięte dziecko przeżyło.