Nad Midian rozciągało się niebo bez chmur, a powietrze wydawało się jakby podminowane. Cały niepokój, jaki czuła podczas pierwszej wizyty zniknął. Chociaż było to wciąż miasto, gdzie umarł Boone, nie mogła go za to nienawidzić. Wręcz przeciwnie – ona i miasto sprzymierzyli się, oboje naznaczeni odejściem Boone’a.
Nie przybyła tu jednak z wizytą do miasta jako takiego, lecz na cmentarz – i nie zawiodła się. Słońce migało na mauzoleach, ostre cienie podkreślały kunszt rzemieślników. Nawet zieleń trawy, wyrosłej między grobami, wydawała się soczystsza niż wczoraj. W żadnej z kwater nie wiał wiatr, nie czuła oddechu sztormów ze snu, unoszących umarłych. W obrębie wysokich murów panowała niezwykła cisza, jak gdyby świat zewnętrzny w ogóle nie istniał. Oto ‘i miejsce poświęcone umarłym, którzy nie odeszli po prostu z życia, lecz stanowili odrębny gatunek, rządzący się swoimi obrządkami i modlący się w sobie tylko właściwy sposób. Ze wszystkich stron otaczały ją takie znaki: epitafia po angielsku, francusku, polsku i rosyjsku; obrazy zawoalowanych kobiet i rozbitych urn świętych, których sensu męczeństwa mogła się tylko domyślać; kamienne psy śpiące przy grobach swoich panów – cała symbolika towarzysząca owym ludziom. Im bardziej się w to zagłębiała, tym wyraźniej pojmowała, że zadaje sobie pytanie, trapiące ją od wczoraj: czemu ten cmentarz jest taki wielki? I dlaczego – co stawało się coraz bardziej widoczne w miarę jak badała nagrobki – spoczywało tu tyle narodowości? Myślała o swoim śnie; o wietrze, który przyleciał ze wszystkich zakątków ziemi. Jak gdyby było w tym coś proroczego. Ta myśl nie zmartwiła jej. Jeśli tak toczy się świat, przy udziale omenów i proroctw, musi istnieć jakiś system jego uporządkowania, którego dotychczas nie znała. Miłość zawiodła, może ten nowy system nie zawiedzie.
Godzinę trwało, zanim przewędrowała spokojnymi alejkami do tylnego muru cmentarza i znalazła tam rząd grobów, w których pochowano zwierzęta: koty pogrzebane obok ptaków, psy obok kotów – wszyscy pogodzeni, jakby z jednej byli gliny. Osobliwy widok. Chociaż wiedziała o cmentarzach zwierząt, nigdy nie słyszała, aby udomowione zwierzęta chowano w tej samej poświęconej ziemi, co ich właścicieli. Ale czy cokolwiek tutaj powinno ją dziwić?